Przede wszystkim fonia

Wczoraj uczestniczyłam w jednej z najbardziej oryginalnych rozmów kwalifikacyjnych w moim życiu. To była moja pierwsza rozmowa na stanowisko telemarketera i nie wiem czy spotkania z komisją zawsze tak wyglądają, czy akurat ta firma organizująca nabór jest jakimś wyjątkiem. Gdy zostałam zaproszona do pokoju, w którym miała się odbyć rozmowa, wszyscy członkowie komisji rekrutacyjnej już siedzieli w Sali, jednak siedzieli w dość oryginalny sposób, a mianowicie tyłem do całej przestrzeni pomieszczenia, czyli tyłem do mojej osoby. Od razu poczułam się nieco dziwnie – nikt nie podszedł, nie przywitał i nie podał mi ręki. Gdy zamknęły się za mną drzwi usłyszałam jednak miły głos wydobywający się z gardła jednej z członkiń komisji, która poprosiła mnie o zajęcie miejsca przy biurku. Pokrótce wyjaśniła, że taki sposób przeprowadzania rozmowy jest celowy, bo ma za zadanie wyłonić kandydata na podstawie nie jego wyglądu zewnętrznego, a na podstawie barwy głosu, tonu i znajomości poprawnej polszczyzny.

Członkowie komisji chcą przysłuchiwać się wypowiadanym przeze mnie słowom, a skupić się na tym mogą tylko i wyłącznie, gdy nie będą widzieli mojej osoby. Sygnały wizualne często są sprzeczne z sygnałami werbalnymi, a jako, że praca telemarketera polega na stosowaniu fonii, nie wizji, to głos kandydata i jego wypowiedzi są najważniejszym uczestnikiem rekrutacji, telemarketer Wrocław.

Dziwnie się czułam wiedząc, że grupa obcych mi osób przysłuchuje się każdemu wypowiadanemu przeze mnie słowu, dlatego bardzo się denerwowałam i co chwila przejęzyczałam. Nie poszło mi za dobrze.

Napisz komentarz