Awaria

Dzisiejszy dzień w pracy mógłby być bardzo przyjemny i skończyć się pozytywnie gdyby nie to, że tuż po godzinie dziesiątej miało miejsce małe zdarzenie, które na dobre zepsuło mi humor i resztę dnia. Nie wiem jak to się stało i co zrobiłam, ale siedząc przy biurku i wypełniając normalne obowiązki telemarketera nagle poczułam, że spódnica, którą dzisiaj rano założyłam do pracy nagle staje się bardzo luźna. Wiedziałam, że nie jest to skutek momentalnego spadku wagi czy wciągnięcia brzucha, dlatego wiedziałam, że wydarzyło się coś złego, telemarketer Piła. Momentalnie poderwałam się z miejsca i przytrzymując spódnice pobiegłam do toalety. Na miejscu okazało się, że w nieznany mi sposób popsuł się zamek błyskawiczny, który trzymał moją spódnicę w ryzach. Moja spódnica ma bardzo długi zamek, dlatego jego rozsunięcie groziłoby co najmniej ukazaniem całego światu mojej dzisiejszej bielizny. Nie wiedziałam co mam robić, bo byłam pewna, że nie uda mi się naprawić zepsutego rozporka. Walczyłam z nim przez jakiś czas i wiedziałam, że nie mam szans w tej bitwie.

Błogosławiąc się za swoją umiejętność przewidywania złapałam za telefon, który wzięłam ze sobą do łazienki, zadzwoniłam do najlepszej koleżanki z pracy, Mileny, i poprosiłam ją by szybko przyszła do łazienki. Razem z Mileną doszłyśmy do wniosku, że najlepszą opcją byłoby załatwienie paru agrafek, którymi mogłabym szczepić rozchodzącą się spódnicę. Wzięcie dnia wolnego nie miało sensu, skoro już przyszłam do pracy i zajęłam się obowiązkami zawodowymi. Milena  załatwiła gdzieś trzy agrafki i od tego czasu chodzę w spódnicy zapiętej jedynie w trzech miejscach. Do końca dnia na pewno nie ruszę się sprzed biurka żeby nie pokazywać stanu swojego wyglądu.

Napisz komentarz